Archive for sierpień 2013

Czy zamieszczanie statusów na facebooku zwiększa czy zmniejsza samotność? | Deters, F. G., & Mehl, M. R. (badania z 2013 roku)



Jesteś na facebooku lub nie. Niemal każdy z nas ma jakieś zdanie na temat tego portalu. Część użytkowników traktuje facebook jako źródło informacji i miejsce, dzięki któremu pozostaje w kontakcie ze znajomymi z całego kraju lub świata. Nie szaleją na facebooku - nie znajdziesz żadnych aktualności na ich stronie, nie możesz spodziewać się zdjęcia profilowego ani tym bardziej prywatnych informacji. Nie ma szans. Taki użytkownik pojawia się na stronie kilka razy w miesiącu. Na facebooku dobrze sobie żyje druga część użytkowników. Żyje to idealne słowo. Jest masa zdjęć, wiadomości, statusów, filmów, muzyki i całe życie prywatne. Właśnie takie osoby sprawiły, że kilku psychologów z USA zaczęło myśleć o samotności użytkowników facebooka. 

Czy zamieszczanie wielu informacji na facebooku zwiększa samotność użytkowników?
W jaki sposób wygląda społeczne funkcjonowanie osób, które są aktywne na tym portalu?
A może racjonalne podejście do facebookowego życia podnosi jakoś kontaktów z innymi ludźmi (np. gdy spotkania twarzą w twarz są niemożliwe ze względu na odległość)?

Badanie, o którym chcę Ci opowiedzieć, zostało przeprowadzone w tym roku. Deters i Mehl postawili sobie pytanie Czy zamieszczanie statusów na facebooku zwiększa czy zmniejsza samotność? Ich sposobem uzyskania odpowiedzi na to pytanie był internetowy eksperyment.

W psychologii idealnie sprawdzają się eksperymenty - stawiamy losowo wybranych ludzi przed określonym zadaniem i obserwujemy ich reakcje. Dzięki temu możemy wyciągnąć wnioski dotyczące całego społeczeństwa. Tak - to generalizacja, ale w wielu przypadkach pomogła w zrozumieniu ludzkich zachowań. Eksperymenty psychologiczne muszą być etyczne - niestety kiedyś tak nie było - patrz tutaj


Przebieg eksperymentu

Na początku eksperymentu wybrano losowo 86 studentów, których aktywność na facebooku była monitorowana. Średnia ilość statusów, która pojawiała się na ich profilach to 2,2 aktualizacje tygodniowo. W kolejnym etapie eksperymentu podzielono studentów na dwie grupy (nie mówiąc im o tym - często konieczne jest ukrywanie niektórych informacji przed uczestnikami eksperymentów po to, aby pozwolić im na ujawnianie spontanicznych reakcji na wydarzenia). Jedna grupa otrzymała konkretne zadanie:m w ciągu kolejnego tygodnia testów mieli zwięksyć swoją aktywność na facebooku. Druga grupa (kontrolna) nie otrzymała żadnych nowych instrukcji. Wszyscy uczestnicy eksperymentu odpowiadali codziennie na pytania związane z ich nastrojem i emocjami dotyczącymi relacji z innymi ludźmi. Co więcej - pierwszego i ostatniego dnia tygodnia każdy uczestnik wypełnił kwestionariusz samotności.

Wyniki eksperymentu

Znając ogólne zdanie ludzi dotyczące tego, co mówi o nas facebookowa aktywność, moglibyśmy uznać, że studenci, którzy mieli zwiększyć ilość informacji zamieszczanych na facebooku, powinni być bardziej samotni. Okazuje się jednak, że właśnie Ci studenci czuli się mniej samotni niż studenci z grupy kontolnej. To właśnie oni czuli, że rozwijają swoje relacje z innymi ludźmi, czuli bliższą więź. To poczucie związku z innymi (nawet tego wirtualnego) zmniejszało poczucie osamotnienia i dodawało im energii. 

Tak, poczucie związku z innymi. Z badań wynika, że poprawa samopoczucia tych studentów niekoniecznie wiązała się z reakcjami innych osób na ich facebookową aktywność. Częste aktualizowanie informacji było dostrzegane przez innych - Deters i Mehl zastanawiali się czy facebookowe statusy wzmocniły relacje, które istniały poza siecią. Autorzy eksperymentu uznali, że działaność w social media stała się jedną z form komunikacji - mówisz coś o sobie, ale i wpływasz tym na innych, a także wywołujesz ich reakcje. 


I mamy wątpliwości

Eksperyment z facebookiem trwał tydzień - już ten fakt wzbudza mnóstwo wątpliwości związanych z realnym poczuciem samotności uczestników eksperymentu. Autorzy badania postawili wiele pytań, a jednym z nich jest to związane ze zjawiskiem społecznego podjadania. Jeśli patrzysz na zdjęcia znajomych, sprawdzasz ich statusy, dowiadujesz się, co sądzą na temat określonych wydarzeń, przypominasz sobie waszą znajomość i karmisz się wspomnieniami relacji. To jak podjadanie - chwilowo zaspokaja głód, jednak nie zastąpi Ci prawdziwego posiłku. Czyli prawdziwej relacji z innym człowiekiem.





Korzystasz z facebooka? Działaj tak, aby kontakty, które nawiązujesz były nie tylko wirtualne. Regularne spotykanie się z osobami, które są częścią Twojego facebookowego świata, sprawiają, że budujesz mocny mur, który nie dopuszcza do Ciebie poczucia samotności. Zastanów się nad tym, jak często pojawiasz się w sieci i adekwatnie do tego czasu organizuj spotkania ze znajomymi. Jesteś na facebooku codziennie? Przynajmniej 1-2 razy w tygodniu wprowadź relacje z sieci w realne życie.





Eksperyment: Deters, F. G., & Mehl, M. R. (2013). Does posting Facebook status updates increase or decrease loneliness? An online social networking experiment. Social Psychological and Personality Science, 4, 579-586.
sobota, 24 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Książkowy konkurs | 5 współczesnych baśni "Trzy marzenia" do zgarnięcia!



To, że w naszym domu pochłania się książki to żadna tajemnica. Nie ukrywamy tego, ale powoli zaczęliśmy sprawdzać, z którymi egzemplarzami możemy się pożegnać, które oddamy, a które pojawią się na allegro. Selekcja dokonana i to nie bez powodu. Każda książka musi mieć swój dom - miejsce na półce. Nam brakuje półek, a książki wciąż napływają, pojawiły się nowe - te zostaną z nami na zawsze (dla nich dom musi się znaleźć!).

Kilka tygodni temu, w niedzielny wieczór, dotarła do mnie wyjątkowa książka. Znacie mnie już - książka o spełnianiu marzeń, poszukiwaniu siebie, dostrzeganiu i doświadczaniu musiała być idealnym prezentem dla mnie, prawda? Do tego wspaniała dedykacja, mnóstwo ciepła od pana Andrzeja Żubryckiego i kilka świetnych pomysłów w głowie. Nie mogłam tak po prostu przeczytać jej (sobie i Hani) i odłożyć jej na półkę. Czas na przekazanie "Trzech marzeń" dalej!





Mam dla Was 5 pięknych egzemplarzy współczesnej baśni "Trzy marzenia" autorstwa Andrzeja Żubryckiego. Jak wygrać jedną z książek?

1. Najpierw polubienia facebookowe i blogowe:
2. Udostępnij na swoim facebookowym profilu to zdjęcie i napisz w komentarzu do niego zakończenie zdania: Żyć jak w baśni to dla mnie...
Pamiętaj: jeśli mam zauważyć Twoje zgłoszenie w konkursie, udostępnij zdjęcie publicznie. Dodaj swój komentarz na profilu Life Skills Academy tutaj (od razu zauważę Twoje słowa).

3. Konkurs trwa od 23 sierpnia 2013 (godzina 8:00) do 26 sierpnia 2013 (godzina 8:00). 

4. Zwycięzca zostanie wybrany 26 sierpnia i ogłoszony na stronie facebookowej bloga i na blogu wieczorem tego samego dnia. Na zgłoszenia zwycięzców będę czekać do 28 sierpnia. Nagrody zostaną wysłane pocztą na adres, który podadzą zwycięzcy. 

5. Tak, jest to konkurs dla użytkowników facebooka - wkrótce pojawi się konkurs dla wszystkich - obiecuję :-)



Trzymam kciuka!
E
piątek, 23 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając
Tag :

Granice poświęcenia



Załóżmy, że każdego dnia skupiasz się na tym, aby poświęcać się dla innych. Robisz wszystko, co się da dla dzieci, męża, znajomych z uczelni i współpracowników. Cały swój czas, energię, dobre emocje, plany, cele, ambicje oddajesz w ofierze. ONI mają być szczęśliwi/zadowoleni/usatysfakcjonowani. Ty możesz być zmęczony, smutny, pozbawiony dobrych myśli i perspektyw. Nie zostawiasz nic dla siebie. Po kilku miesiącach patrzysz wstecz i widzisz pustkę. Zniknąłeś w tej pełnej poświęcenia codzienności.


Jak jest naprawdę?
Zostawiasz coś dla siebie? Powiedz, że masz jakąś własną sferę, swój świat, swoje pięć minut...
czwartek, 22 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Babies and books belong together | Cztery książki, które warto przeczytać dziecku + inspirujący wykład TED (Lisa Bu - Jak książki mogą otwierać umysły)




Czy książki mogą otwierać umysły? Prawdopodobnie uznasz, że tak i zdziwisz się jednocześnie, że zadałam takie właśnie pytanie. Jak mogę się nad tym jeszcze zastanawiać?? Czytanie książek może być przykrym szkolnym obowiązkiem lub wielką pasją. Książki mogą męczyć Cię bardziej niż jestem w stanie sobie to wyobrazić. Mogą Cię denerwować. Możesz z nich kpić. Ale również możesz uznać, że czytanie pokazuje Ci inny świat, zmienioną perspektywę, nowe spojrzenie. Ksiązki mogą magicznie wpływać na Twoje dziecko - tworząc wokół niego ochronną bańkę, do której każdy z nas lubi czasem wskoczyć. 

Wyobraź sobie kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne dziecko, które każdego dnia czyta ze swoim rodzicem książeczkę. Są w niej kolorowe obrazki, a mama naśladuje bohaterów historyjki - może mówić cicho jak myszka lub głośniej zawołać. Tak, maluch nie rozumie wielu z tych zwrotów. Słowa, które do niego docierają są niezrozumiałe i nieznane. Dzidziuś zastanawia się pewnie, dlaczego mama tak marszczy nos, gdy czyta o groźnym piracie. 

Czytanie dziecku to idealny sposób na spędzenie wspólnego czasu. Skutki są widoczne w wielu sferach rozwoju malucha:
- dziecko uczy się komunikacji - obserwując czytającą mamę, dowiaduje się, w jaki sposób wyrażać emocje, jak modulować głos, co znaczą niektóre miny i jak rozumieć reakcje. 
- poznawczy rozwój dziecka jest stymulowany - czytając książki wzmacniasz jego procesy myślowe, wspomagasz procesy pamięciowe, kojarzenie i tworzenie pojęć. Dziecko poznaje liczby, kolory, litery, kształty i dźwięki. Tak, jeszcze nie umie liczyć, ale tworzysz mu świetne podstawy do tego.
- dziecko zwiększa swoje możliwości związane z mową. Mówienie nie jest łatwe - wymaga czasu i wielu ćwiczeń. Jednym z nich jest mówienie do dziecka - zarówno podczas codziennych czynności, kąpieli, spacerów czy sprzątania mieszkania, jak i w trakcie czytania. Słowa trafiają do dziecka i w końcu stają się częścią jego mowy.
- maluch uczy się świata - dzięki historiom, morałom, opowieściom ze szczęśliwym zakończeniem, dziecko poznaje świat, który go otacza. Dowiaduje się, co jest dobre, a co złe. Poznaje, jak to wszystko działa - kiedy ludzie są szczęśliwi lub smutni. Taka wiedza jest istotna, a jej przekazywanie jest obowiązkiem rodzica - ktoś maluszkowi musi objaśnić świat.
- tworzycie swój własny, pełen bliskości świat - dziecko, które jest przyzwyczajane do czytania (początkitrudne), zaczyna doceniać chwile ciszy i spokoju w towarzystwie książek. Wie, że jest to czas na przytulanki, wspólne poznawanie obrazków, słuchanie, a nawet milczenie. To wyjątkowa umiejętność, która pomaga w kszałtowaniu poczucia bliskości, ale i szanowania czyjejś chwili z książką. 



Dziś przedstawiam Wam cztery książki, które ostatnio skradły nam serce. Każda z nich może być i wspaniałym prezentem dla malucha i dobrą zabawą dla dorosłych. Czytanie książek dziecku nie powinno być męką dla rodzica - warto zatem wybierać takie książki, które są interesujące dla obu stron. To ma być świetna zabawa :-)


 Czy to twój szalik? Książeczka o przeciwieństwach Gordon Volke, Stuart Martin


Choć ta książeczka z pewnością będzie przydatna, gdy Hania podrośnie, już teraz z niej korzystamy. Twarde strony są idealne, a do tego ciekawe ilustracje. Książeczka pokazuje maluchowi przeciwieństwa, które można zauważyć (coś jest duże lub małe), a rysunki ułatwiają tłumaczenie tych różnic. Jak na razie Hania uczy się, gdzie jest pszczółka, gdzie jest szalik lub kwiatek - mnóstwo drobnych elementów nadaje się do tego znakomicie.





Na mojej lipcowej liście życzeń znalazła się ta właśnie książka. Byłam nią zauroczona i postanowiłam, że to będzie właśnie mój prezent urodzinowy dla Hani. Trafiła mi się świetna okazja (Empik, 59 zł) - od razu zasiedliśmy we trójkę, aby poczytać o skrzatach. To najbardziej urocza opowieść, jaką czytałam. Książka jest jak profesjonalny album opowiadający o życiu skrzatów - nie można po prostu nie wierzyć, że one istnieją. Wspaniałe - cieszę się, że ta książka będzie częścią dzieciństwa Hani.


Pan Pierdziołka spadł ze stołka. Powtarzanki i śpiewanki


Cóż, nie pamiętam wszystkich rymowanek z dzieciństwa. A jednak podczas zabawy z Hanią chciałabym coś pośpiewać lub powiedzieć krótki wierszyk. Rymowanki uczą dziecko, wspomagają procesy pamięciowe i są ważnym elementem dzieciństwa, o którym często się zapomina. Na pomoc przyszła mi ta książka, którą znalazłam w Księgarni Czytanie na Starowiślnej w Krakowie. Mnóstwo rymowanek i genialne ilustracje nastrajają do zabawy :-)




Współczesna baśń? Na początku wydawało mi się to nierealne - miałam wrażenie, że bajkopisarze nie istnieją. A jednak się pomyliłam - trafiła do mnie piękna książka Andrzeja Żubryckiego, którą pochłonęłyśmy jednego wieczora. Hania grzecznie siedziała mi na kolanach, wsłuchiwała się w historie i ze skupieniem spoglądała na ilustracje w książce. Współczesna baśń - zauroczyła nas :-) Mam nadzieję, że i Was zauroczy, bo mam zamiar rozdać 5 książek Pana Andrzeja.




Co polecacie?
środa, 21 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Week in Pictures (7) | Góry, drinki i Wisła

Czas na spóźnione podsumowanie ostatniego tygodnia - spóźnione, bo postanowiłam iść śladem Basi i wyłączać się totalnie w weekendy. Basiu, inspirujesz mnie i nastrajasz pozytywnie!


Zacznijmy od weekendowego zdjęcia (1). Postanowiliśmy, że wybierzemy się na małą górską przejażdżkę przy okazji realizowania zamówień naszych klientów z The Body. Naturally.. Widoki w Limanowej są nieziemskie.  

Ostatnio udaje nam się realizować plan zwiedzania Krakowa - oczywiście jest łatwiej, gdy pogoda dopisuje, ale i gdy M. wróci z pracy w normalnych godzinach. W zeszłym tygodniu wybraliśmy się na romantyczno-rodzinny spacer po krakowskim rynku. I spotkaliśmy osoby, które uznały, że warto namalować kulturę (2).

Uznałam, że muszę wziąć udział w akcji Głosy przeciw przemocy (3). Potępiam jej każdy odcień i każdy przejaw. Mam nadzieję, że słowna przemoc też zostanie dostrzeżona. A tu Ola też pokazała, jak ona postrzega przemoc.


Moja córka skończyła rok w minionym tygodniu :) (4) Świętowałyśmy cały tydzień, na końcu podsumowałam mój pierwszy rok macierzyństwa. Oczywiście w trakcie robiłyśmy mnóstwo zdjęć (5).
Nasze zwiedzanie Krakowa trwa - któregoś dnia wybraliśmy się na lody, a wracając do samochodu zahaczyliśmy o Plac Szczepański (6). Fontanna. Kolorowa. Podskakujące kropelki wody. Hania zamoczyła całe spodnie i sandałki - dobrze, że zabraliśmy ze sobą ręcznik. Choć nie warto pić wody z tamtego ujęcia, zdecydowanie warto pozwolić maluchowi na obserwowanie kolorów i zamoczenie stóp.

W dniu urodzin Hani zrobiliśmy sobie piknik nad Wisłą (7)- rozłożyliśmy nasz wielki koc, zabraliśmy mały torcik, smakołyki, kilka zabawek i obserwowaliśmy wodę, kaczuszki i barki (8). Cieszę się, że pozwalamy sobie na relaks każdego dnia. Z dala od świata, ale blisko siebie.


Za nami pierwsze urodzinowe (dziecięce) przyjęcie w ogrodzie. M. zajmował się grillem, ja przygotowałam kilka dobrych rzeczy, upiekłam dzień wcześniej mnóstwo ciasteczek, paluszków i składałam papierowe wachlarze (9, 10, 11). Rozwiesiliśmy nad urodzinowym stołem girlandę z papieru, włączyliśmy muzykę i w gronie najbliższych spędziliśmy sobotni wieczór. Bardzo chciałam, aby pierwsze urodziny Hani były wyjątkowe (to był jeden ze stu celów na ten rok) i były wspaniałe. 



MUZYKA TYGODNIA

Album Kimbry!
LINKI TYGODNIA

Bardzo miła Krufka zaproponowała mi udział w jej projekcie. Napisałam zatem, jak postrzegam piękno kobiety.
Powstał regulamin bloga Life Skills Academy.
Alina podzieliła się wynikiem swojego 30-dniowego wyzwania - warto sprawdzić, jak to jest cieszyć się życiem!
Zauroczyły mnie te zdjęcia i przepis!
Dzisiaj jestem pod wpływem Basi i napiszę o niej jeszcze raz. Zauroczyła mnie całą sobą - nie mogę się doczekać wrześniowego spotkania i wieczoru na balkonie (mężowie zajmują się dziećmi!). A znamy się dzięki blogowaniu! Basia przekonała mnie ostatnio do wypróbowania jej sposobu na oszczędzanie (kolejny zeszyt założony!).
London Calling?! Ja też chcę!

Scrapbooking? Wracam do źródeł i oprócz farb i pędzli, znoszę ze strychu inne rzeczy.

Jak Wasz tydzień?
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

We're counting years now, not months | To już rok!




19:40. 15 sierpnia 2012 - wreszcie się urodziła. Wreszcie ją urodziłam. Tak, to był dla mnie szok życia. Przez kilka minut żyłam w totalnej ciszy - patrzyłam tylko w czarne wtedy oczy mojej córki i milczałam. Nie słyszałam ani krzyków pani zza parawanu, ani tego, co mówi M. Nie słyszałam mojej mamy ani położnej, która chciała zabrać Hanię, żeby sprawdzić, czy z nią wszystko ok. Zatopiłam się w poważnym, zmęczonym i szczęśliwym spojrzeniu mojej córki. Jestem mamą Hanny Liwii. 

Minął rok, a ja wciąż żyję w nieustającym szoku. Czymś sobie zasłużyłam na to dziecko - nie mam pojęcia czym. Wciąż mam wrażenie, że zostałam poddana próbie - Hania wybrała mnie - teraz mam się wykazać. Minął rok, a ja zmagam się z powracającymi pytaniami: czy jestem odpowiednio dobrą mamą dla niej? Nie czytałyśmy tylu książeczek, ile trzeba. Zasypiałyśmy razem na kanapie, zamiast trzymania się łóżeczkowej rutyny. Pozwalam jej na próbowanie tylu smaków lodów, ile się da. Chodzimy boso (och, a dlaczego ona nie ma bucików?) - tak, ja też. Przebiłam jej uszy (sama wtedy dodałam sobie dwa kolczyki). Spędziłyśmy dwa ostatnie dni w domu, nie wychodząc na spacery, bo zepsuł nam się wózek (dla mnie nie jest relaksem noszenie dziecka do parku 2 km dalej...). Nie biegam za nią z płynem antybakteryjnym, pozwalam, aby bawiła się z psem i nie panikuję, gdy nasza wielka Holi wyliże jej buzię (śmiech Hani każe mi poczekać do końca zabawy). Do tego wszystkiego pracuję - założyłam firmę 2 tygodnie po porodzie, wyjeżdzam na szkolenia, sama się uczę i chodzę na kursy. 

Minął rok, a ja myślę o tym, czy odpowiednio ją rozwijam, czy muzyka jest w jej życiu obecna tak, jak bym chciała. A sztuka? Czy jej dieta jest ok? Czy robię to wszystko dobrze? Po tych pytaniach, wątpliwościach, setkach pomysłów, które od razu pojawiają się w mojej głowie, przypominam sobie o momentach Cudownej Mamy. Każdy poranek rozpoczynający się od przytulanek i całusów. Mnóstwo bliskości, dzielony sen, nasze codzienne rozmowy (E: Haniu, powiedz "kocham". H: U-Hm E: A jesteś szczęśliwa? H: TAK!), sprawdzanie, czy miś już śpi, mocne wtulanie się w moją szyję, bo tak naprawdę tylko ja mogę ochronić ją przed hukiem głośnego samochodu, który właśnie przejeżdża. Wypady w góry, basen, joga, domowe ćwiczenie medytacji (komiczne!). Podróże. Smaki, zapachy, dźwięki. Rok karmienia piersią, rok siedzenia w domu (biuro w mieszkaniu, pomoc do dziecka), każdy pierwszy raz mojego malucha dostrzeżony. 

Jak zmieniła mnie - zadaniowca - rola mamy? Genialnie ustalam priorytety - naprawdę zaczynam od tego, co najważniejsze dla moich celów. Potrafię przerywać twórczość, bo Hania właśnie się obudziła. I spokojnie wracam do niej po kilku godzinach. Umiem budzić się przed moim dzieckiem po to, aby choć kilka zadań zrealizować (mimo że późno zakończył się mój dzień). Odpuszczam. Zauważam gwiazdy, kształt chmur, kaczuszkę w stawie i każde możliwe niebezpieczeństwo, które jest na drodze mojej córki. Nie zamartwiam się, widzę sens w każdym opóźnieniu moich planów. Czekam na przyszłość.

Minął rok, a ja uświadamiam sobie, że kiedyś to właśnie Hani mi brakowało. Wciąż do czegoś dążyłam, za czymś biegałam, podążałam w jakimś kierunku, ale nie wiedziałam, o co mi chodzi tak naprawdę. Kiedy wtedy na porodówce patrzyłam w oczy mojego własnego dziecka, zrozumiałam, że już nie muszę szukać. Znalazłam. Jest dokładnie taka, jak sobie zaplanowałam. Ma swój charakter, dobrze wie, czego chce, jest czuła i obdarza miłością. Jest ekspresyjna, radosna, uśmiechnięta i głośna. Wystarczą jej ciche dźwięki muzyki i już tańczy. Potrzebuje ruchu, uwielbia naturę i potrafi zapomnieć o całym świecie przeglądając kolorowe książeczki. Dziękuję M.


Haniu, jesteś spełnieniem. Pięknego życia, moja mała dziewczynko.









piątek, 16 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Głos przeciw przemocy - mam dość subtelnego ranienia innych



Stosujesz tzw. konstruktywną krytykę? Pozwalasz sobie na ranienie innych, bo wiesz, co jest dla nich lepsze? Mówisz, jak mają się ubierać, co myśleć, w jaki sposób się zachowywać, w jaki sposób przeżywać życie, doświadczać codzienności, a gdy mówią Ci, że Twoje słowa sprawiają im przykrość, oburzasz się, że nie potrafią przyjąć krytyki? 

Zanim wypowiesz kolejne tzw. krytyczne zdanie, zastanów się, czemu ma służyć. Poniżeniu, wskazaniu miejsca tej osoby, pokazaniu, jak świetny, wyjątkowy i genialny sam jesteś? Może skoro Ty nie jesteś szczęśliwy, nikt inny nie może być taki?

Ranisz + masz złe intencje = stosujesz przemoc.

Subtelną, wyrafinowaną, trafiającą w najczulsze sfery psychiki drugiego człowieka. Nie musisz wskazywać na siniaki, aby potwierdzić istnienie przemocy.




środa, 14 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając
Tag :

Balon zawodowy




Załóżmy, że masz ochotę na wielkie zmiany w swoim życiu. Zawodowym. Powiedzmy, że byłoby Ci miło, gdyby na Twoim koncie pojawiała się większa ilość pieniędzy, praca Cię zachwycała, a każdy dzień wiązałby się z ciekawymi wyzwaniami i inspirującymi projktami. Jak sądzisz - czy jest to realne? Oddawanie się własnej pasji, a do tego zarabianie pieniędzy, które pozwalają Ci na spełnianie marzeń. 

Wiele osób ma ochotę na odmianę - pytanie tylko: jak zacząć? Dziś chcę pokazać Ci ćwiczenie, które może w interesujący sposób wskazać Ci Twoje możliwości, strefy rozwoju i potencjał. Balon - czas spojrzeć na niego z innej perspektywy. 


BALON ZAWODOWY
Balon zawodowy to ćwiczenie, które możesz wykonać w kilka minut. Przed Tobą udzielenie odpowiedzi na trzy pytania - szczerych odpowiedzi. Zastanów się nad tymi pytaniami tak, aby znaleźć rozwiązania i nowe możliwości dotyczące swojej sfery zawodowej.

Oczywiście, że możesz uznać, że to zupełnie bez sensu - Twoja sytuacja jest beznadziejna, mieszkasz w małym mieście, nie masz szans na rozwój, nie masz pieniędzy na zmiany i masz mnóstwo kompleksów. Ok - to Twoja decyzja. Tak, jak Twoją decyzją jest wzięcie swojego życia we własne miejsce i zrobienie czegoś inaczej.

Co Cię unosi?
Weź kartkę papieru i zapisz na niej wszystkie możliwe słowa/osoby/myśli/inne rzeczy, które sprawiają, że się rozwijasz i rzeczywiście dajesz z siebie wszystko. Z pewnością wiesz, w jakich warunkach pracuje Ci się najlepiej, kiedy jesteś najbardziej kreatywny, kto stymuluje Cię do mocnego realizowania swoich celów, a także planów związanych z rozwojem firmy czy organizacji, w której działasz. 
Chciałabym, żebyś pozwolił sobie na chwilę refleksji i na myśl o idealnych warunkach pracy. Każdy z nas ma inne - ja sama działam najbardziej intensywnie, gdy wokół mnie nie dzieje się nic, otacza mnie cisza lub relaksująca muzyka. Wtedy tworzę i podoba mi się to, co rodzi się w mojej głowie. Natomiast najlepsze treningi to te w grupach maksymalnei 12 osobowej - wtedy, kiedy mogę dostrzegać każdego uczestnika warsztatu, wolę być w szpilkach i lubię wtedy chodzić po sali. Rozumiesz, o co mi chodzi?


Co dajesz innym?
Większość z nas pracuje z innymi ludźmi - zastanów się zatem, co możesz im zaoferować w chwili współpracy. Czy posiadasz wiedzę, która jest unikatowa? Może doskonale zarządzasz projektami lub wiesz, jak zachować się w każdej sytuacji biznesowej i mógłbyś powiedzieć zespołowi o zasadach savoir-vivre? Kiedy zaczniesz zapisywać na kartce, co dajesz innym, pamiętaj o tym, że chodzi o realizowanie ich potrzeb. Tym razem wyjątkowo nie chodzi mi o to, co Ty zyskasz.
Często lubimy się zastanawiać, jak nasza wiedza czy umiejętności przydadzą się właśnie nam. To oczywiste - uczymy się czegoś dla własnych celów. Na szczęście nie na tym świat się kończy. Jeśli skusisz się na myślenie w kategoriach potrzeb innych ludzi, możesz spodziewać się tego, że będziesz niezastąpiony. Wiarygodny i kompetentny człowiek może być świetnym członkiem zespołu.


Co Cię ciągnie w dół?
Teraz czas na znalezienie odpowiedzi na to pytanie: czy jest coś, co może utrudnić Ci zmiany i rozwój zawodowy? Zastanów się nad swoimi strefami poprawy. Mogą one dotyczyć wiedzy, której jeszcze nie posiadasz, certyfikatów, które byłyby dobrym dodatkiem, umiejętności, a także nawyki. Zastanów się nad tym, w jaki sposób reagujesz na niepowodzenia i jak rozwiązujesz konflikty (o ile to robisz). Wszystko to, co nie sprzyja Twojemu nieskrępowanemu rozwojowi, może być przepracowane tak, aby pomóc Ci w dokonaniu zawodowych zmian. Co ciągnie Cię w dół? 
Zdefiniowanie tych rzeczy, które nie sprzyjają realizowaniu swoich zawodowych celów jest kluczowym krokiem. Pierwszym. Jeśli nauczysz się dostrzegać strefy zmiany, z łatwością znajdziesz rozwiązanie. Twoim problemem jest brak funduszy na kurs językowy, tak ważny dla wymarzonej pracy? Zacznij uczyć się języka w inny sposób, zacznij odkładać pieniądze, zacznij realizować dodatkowe zlecenia. Ograniczenia są w Tobie.





Gotowi na ćwiczenie?





wtorek, 13 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

10 prostych zasad, które powinien stosować każdy w Twoim domu.

Zorganizowany dom - brzmi jak abstracja? Wyobraź sobie - nie masz bałaganu. Abstakcja? Dla jednej z moich klientek, które regularnie korzystają z treningów osobistych, poprosiła mnie ostatnio o pomoc w organizacji jej domowej przestrzeni - oto wynik naszych przemyśleń, które sprawiły, że jej dom jest o wiele bardziej przyjazny.





1. Jesli coś otwarłeś - zamknij z powrotem.
Twój bałagan może być wynikiem tego, że domownicy nie tylko nie sprzątają po sobie, ale i zostawiają wszędzie, gdzie się da ślady swojej obecności. Koniec - zamykamy szafki, które wcześniej były otwieramy, słoiki, opakowania, drzwi. 
2. Jeśli czegoś nie używasz - pozbadź sie tego.
Nie, nie przyda Ci się - pozbądź się złudzeń. Niepotrzebny przedmiot będzie jedynie zagracał Twój dom i sprzyjał bałaganowi. 
3. Jeśli coś jest brudne - umyj to.
Od razu - nie odkładaj tego na później. Jeśli zauważysz, że z szafka została czymś zabrudzona - pozbądź się plamy. Brudne szklanki - od razu do umycia. Rozlana kawa - nie czekaj aż zaschnie. Wino na bluzce - jeśli nie zapierzesz jej od razu, możesz ją stracić.
4. Jeśli coś ci sie już nie podoba - oddaj to.
 Po co zagracać swoją przestrzeń rzeczami, które są według Ciebie brzydkie? Gwarantuję Ci, że za każdym razem, kiedy taki przedmiot znajdzie się w zasięgu Twojego wzroku, wprawi Cię w zły nastrój. Zadbaj o siebie i Twój komfort. 
5. Jeśli otrzymaleś rachunek - zapłać go.
Podstawa oragnizacji - nie czekaj. "Zapomniane" rachunki mogą stać się dla Ciebie dużym problemem - kary to jedna z możliwości. Zadbaj o terminowe i niemal błyskawiczne realizowanie zobowiązań - jeśli tylko jest to możliwe.
6. Każda rzecz ma swój dom - jeśli nie ma - znajdź go.
Zbyt duża ilość przedmiotów sprzyja domowemu chaosowi. Nie dopuść do niego i zadbaj o to, aby każda rzecz miała swój dom - czyli miejsce przeznaczone tylko dla niej. Kosmetyki - tylko w łazience. Świece zapachowe - tylko w tym jednym pudełku. Dzięki temu unikniesz problemów z lokalizacją potrzebnych Ci przedmiotów, ale i zorientujesz się, gdy zaczniesz wydawać za dużo pieniędzy.
7. Jeśli coś jest zepsute - wyrzuć to.
Bezwzględnie. Nie chomikuj - jeśli w ciągu tygodnia nie udało Ci się naprawić tej rzeczy, nie zrobisz tego nigdy. Dbaj o piękną przestrzeń wokół Ciebie.
8. Jeśli coś obiecałeś - zapisz to.
Dzięki zapisywaniu, a następnie realizacji zobowiązań, będziesz wiarygodny, a Twoje życie łatwiejsze. Znasz to nieprzyjemne uczucie związane z przypomnieniem sobie o załatwieniu czegoś, co już przestało być aktualne?
9. Wyjeżdżasz - wysprzątaj.
Pomyśl o tym, jak przyjemnie jest wracać do pięknego, czystego i pachnącego domu.
10. Sprzątasz - segreguj rzeczy wedlug zastosowania.
Czasem mamy w domu mały chaos. Jeśli zabierasz się za jego porządkowanie, zadbaj o oszczędzanie czasu. Zamiast odnosenia co 10 minut kolejnego kosmetyku do łazienki, wrzucaj je w trakcie sprzątania do jednego pudełka lub ułóż w stosik. 
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Week in Pictures (6) | Farby, zdjęcia, coaching i sjesta


Od czego zacząć podsumowanie TEGO tygodnia? :) Nie mam pojęcia. W ciągu tych kilku dni wiele rzeczy się wydarzyło, kilka z nich mnie zaskoczyła, a większość zachwyciła. Pamiętacie mój ostatni artykuł o pozytywnym nastawieniu? Znów przekonałam się, że niezachwiana wiara w plan A działa jak magiczna różdżka. Po prostu się dzieje. A dziś pokażę Wam kilka zdjęć z minionych, dobrych dni :)


1. Drzemka w niedzielne popołudnie? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz udało nam się spędzić właśnie w taki sposób czas. Oczywiście wyszło spontanicznie - M. chodź, pogadamy, usiądziemy na huśtawce. I tak jakoś zawinięci w kłębek na ogrodowej huśtawce przespaliśmy godzinę :-) Relaks tygodnia!

2. Trwa moje wyzwanie sierpniowe: własne portrety. Po tych kilku dniach stwierdzam, że to świetna zabawa, powoli uczę się stać przed i za obiektywem jednocześnie, ale i szukam okazji na złapanie zdjęcia gdzielkowiek się da. Jedną z takich okazji był 2-dniowy warsztat z Lynn Skotnitsky, dotyczący coachingu. Wow. Świetne dwa dni! Oprócz tego, że nawróciłam się ostatecznie na coaching dzięki Lynn, zapisałam 12 kartek przemyśleń, pomysłów i inspiracji. Przepracowałam kilka ważnych kwestii, z którą się zmagałam w ostatnim czasie i uświadomiłam sobie parę rzeczy. Och, uwielbiam uczestniczyć w warsztatach.

3. i 4. Wreszcie z szuflady zostały wyjęte farby olejne! Mój powrót do źródeł był bardzo ostrożny i delikatny - ta mała abstrakcja, która wspaniale mnie nastraja. Pozwoliłam też mojej Hani poczuć czym jest sztuka tworzona. To niesamowite - obserwować, jak maleńkie dziecko odczuwa, doświadcza i cieszy się farbami.

Kilka linków

Zastanawialiście się, co ludzie sukcesu robią w weekendy?

Mam zamiar wziąć czynny udział w akcji foto-hasłowej Głosy przeciw przemocy. Irytuje mnie stosowanie jakiejkolewiek formy przemocy w życiu- nawet tej subtelnej, która wiąże się z używaniem słów, które mają chociaż troszeczkę zranić.

Spodobały mi się te sposoby na zmniejszanie swoich lęków i niwelowanie stresów. Nie macie poczucia, że trochę tego za dużo w naszym życiu?

Świetne miejsce - tuż przed pierwszymi urodzinami Hani zrobiłam tam wielkie i piękne zakupy :)



Co u Was?






niedziela, 11 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie.



*

Prawdopodobnie chociaż raz w życiu zakładałeś, że wszystko, co robisz, może się nie udać. Pójdzie źle, doprowadzi Cię do kłopotów i zamknie Ci drzwi do sukcesu. Zamknie Ci też okna i zablokuje każdą ścieżkę. Jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie. 

Prawdopodobnie kilka razy w życiu przygotowywałeś się na najgorsze, nawet jeśli nie było to koniecznie. Działałeś, ale mimo to przygotowywałeś plan B. Nie ufałeś w niezwykły zbieg fantastycznych okoliczności. O nie. Jeśli coś nie może pójść źle, to z pewnością pójdzie.

Wyobraź sobie teraz, że w Twoim życiu nie ma miejsca na cokolwiek, co złe. Zakładasz, że wszystko, co robisz, działa na Twoją korzyść, przybliża Cię do sukcesu i zapewnia Ci zrealizowane marzenia i szalone cele. Żyjesz na maksymalnych obrotach i z pewnością nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Rozsadza Cię energia, a kolejne cele pompują Twoje samozadowolenie. 
Gdybyś kiedykolwiek skusił się na takie nastawienie, musiałbyś liczyć się z kilkoma ważnymi tego skutkami:

- doszedłbyś dokładnie tam, gdzie marzysz – przekonanie o własnej sile i sensie tego, co się robi działa jak magiczna różdżka. Jeśli zatem uznałbyś, że kończysz z czarnowidztwem i zaczynasz z niezachwianą wiarą w siebie, musiałbyś przygotować się na to, że każde marzenie, które w sobie kryjesz, w końcu się spełni. Każde, bez wyjątku. Jeśli wyobrażasz siebie jako gwiazdę telewizji, stajesz się nią. Jeśli chcesz rodziny, domu na wsi i spokojnych wieczorów na werandzie – osiągasz to. Jeśli chcesz bogactwa i podróży – poznajesz cały świat i niczego sobie nie odmawiasz. Jesteś tam, gdzie widziałeś siebie w swoich snach. 

Jak to się dzieje? W najprostszy ze sposobów. Osoba, która zapomina o myślach o porażce, realizuje cele w bardziej skuteczny sposób. Jeśli istnieje dla niej jedynie pozytywny skutek wykonywanych działań, robi wszystko, co się da, aby doprowadzić do sukcesu. Nie wycofuje się, dąży, pracuje i angażuje się.

- nie traciłbyś czasu – jeśli nastawiłbyś się na fantastyczne skutki swoich działań, w pewnym momencie (w całkiem naturalny sposób!) zacząłbyś wykorzystywać każdą chwilę na realizację planu. To prawie magia – wyobraź sobie: WIESZ, że wszystko, co wprawisz w ruch, zadziała na Twoją korzyść. WIESZ, że jesteś skuteczny. WIESZ, że nawet drobne zadania są częścią większego planu. Z jakiego zatem powodu miałbyś rezygnować z ich realizacji? Po co odkładać coś na wieczne jutro, jeśli każdy Twój czyn jest sensowny?

Różne, negatywne wizje swojego życia i brak wiary we własną moc mogą skłaniać do prokrastynacji, lenistwa i ciągłego tłumaczenia się ze stosu spraw niezałatwionych. Jeśli zakładam najgorsze – po co się męczyć. Jeśli uważam, że mimo moich starań, wszystko może doprowadzić do katastrofalnej porażki – może rzeczywiście nie ma sensu się wysilać. Lepiej obdwiniać okoliczności.

- przestałbyś szukać wrogów i myśleć „co ludzie powiedzą” – myślisz, że ludzie będący na szczycie (Ci szczęśliwi!) wciąż zadręczają się opiniami innych? Myślę, że nie. Gdybyś miał ochotę na sukces, musiałbyś również zapomnieć o porównywaniu się do innych i zabieganiu o sympatię każdego. Z pewnością też byłbyś zobowiązany do zapomnienia o wrogach. Bez względu na to, ile negatywnych słów usłyszałeś, musiałbyś uzbroić się w cierpliwość i nabrać dystansu. 


Marzenia o spełnieniu nie są tylko mżonką i zależą od Ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś zaprogramowanym, odpornym na zmianę robotem – sukces wynika z Twoich działań, przekonań, myśli i tego, co sam sobie przekazujesz. Jeśli będziesz wciąż zakładać najgorsze – zdarzy się najgorsze. Przyciągasz to. Od Twojej inicjatywy i samozaparcia zależy to, czy Twoje życie będzie pasmem sukcesów czy raczej historią powtarzających się błędów i porażek. Jeśli zatem zdecydowałbyś się na zmianę sposobu myślenia, musiałbyś zrobić wiele rzeczy w kierunku sukcesu:

- zamiast wmawiania sobie, że wszystko może pójść źle, przekonujesz sam siebie, że wszystko może pójść doskonale. Tak, musiałbyś każdego dnia walczyć ze swoimi negatywnymi myślami. Na początku byłoby to trudne – nawyk negatywnego myślenia jest jak nałóg – pojawia się za każdym razem, gdy coś ważnego może się wydarzyć w naszym życiu. Musiałbyś zastępować złe myśli dobrymi, wyrzucić ze swojego słownictwa „i tak się nie uda”, „nie dam rady”, „sukces nie jest mi pisany”. Co więcej – zamiast narzekania, Twoim obowiązkiem byłoby dostrzeganie lepszych stron rzeczywistości. Nie miałbyś prawa do mówienia źle o sobie, o swojej przyszłości i możliwościach. Walka trwałaby do chwili, aż uwierzyłbyś, że jeśli coś ma pójść źle, pójdzie dobrze. I – jeśli coś ma pójść dobrze, wyjdzie doskonale. Myślisz, że byłbyś w stanie się na to skusić?

- żadnego planu B – to krok podstawowy. Jeśli zatem byłbyś skłonny uwierzyć w to, że odtąd w Twoim życiu będą się dziać jedynie te dobre rzeczy, musiałbyś zaufać sobie w stu procentach. A wiara tego typu oznacza odwagę. Zamiast wymyślania setek rozwiązań „na zaś”, dajesz z siebie wszystko. Dlaczego? Brak alternatywnych rozwiązań oznacza Twoją prawdziwą wiarę w sukces. Zastanów się: z jakiego powodu miałbyś tracić energię na wymyślanie ich, jeśli wiesz, że aktualny plan jest idealny?

- koniec z szukaniem winnych – każda (nawet wielka!) porażka może być pierwszym i najważniejszym krokiem w stronę sukcesu. To, jak ją będziesz oceniał zależy od Ciebie. Jeśli uznałbyś, że od dziś wierzysz w dobre skutki każdej minuty Twojego życia, musiałbyś pozbyć się tendencji do poszukiwania winnych. Najczęściej zakładamy, że porażka wynika z ingerencji okropnego świata. Żyjesz w takim, a nie innym kraju. Masz takie i takie możliwości. A właściwie – nie masz żadnych możliwości – tak straszne jest Twoje życie. Myślałeś tak choć raz? Czy choć raz stawiałeś sam siebie na pozycji ofiary i cierpiętnika? Jeśli chociaż raz w życiu Ci się to zdarzyło – nie możesz tego powtórzyć. Nie jesteś ofiarą, a kreatorem.


Gdybym sama uznała, że skutek wszystkich moich działań to sukces, zaczęłabym zmieniać swoją rzeczywistość już teraz. Najpierw dokonałabym najważniejszego wyboru: między totalną, poważną wiarą w siebie, a dramatycznym usprawiedliwianiem niepowodzeń. Dziś zadbałabym bardziej o siebie i własne samopoczucie. Kilka godzin lub kilkanaście minut tylko dla mnie. Stworzyłabym odważny plan na najbliższe miesiące – może nawet lata. I zreazlizowałabym go. Bez żadnych wątpliwości.



* bardzo inspirujący mnie plakat nad naszym żółtym stołem
czwartek, 8 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Note from the field | 7 sierpnia



Częste blogowanie tak mi się spodobało, że nawet w taki wolny od bloga dzień jak dzisiaj jest dla mnie za trudny. Dzisiaj nie planuję żadnego artykułu na Life Skills Academy, ale stwierdziłam, że szybko powiem Wam, co takiego się dzieje.

W tym tygodniu wyjątkowo dużo pracuję - cieszę się, że moja teściowa chętnie zajmuje się Hanią w ciągu dnia :-) Wygląda jednak na to, że przy tej ilości zleceń będziemy zmuszeni do poszukania niani na stałe - cóż kiedyś ta chwila musiała nadejść!

I pracuję - mam bardzo dużo treningów osobistych poprzez Skype, prowadzę kilka cyklów szkoleniowych i rozwijam dalej Konferencje Psychologiczne - bardzo ciekawe współprace ostatnio nawiązałam (btw. powstały ostatnio Konferencje Medyczne). Do tego dochodzi codzienna praca w naszym sklepie internetowym, warsztaty dla służby zdrowia i oczywiście blogi :-) A! I jeszcze BAM dla mam i BAM dla wszystkich blogerów (uwielbiam organizację eventów!) 

I książka się pisze... :)


Co u Was?
Cudownego tygodnia!

środa, 7 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Och, skończ już z planowaniem - po prostu to zrób!

Wygląda na to, że jednak coś z tym życiem robisz, prawda? Cały czas działasz, rozwijasz się, planujesz, myślisz strategicznie, zastanawiasz się, co warto jeszcze załatwić. I tak właśnie czekasz na odpowiedni moment: nie zakładasz firmy, bo nie masz zaplanowanego najmniejszego szczegółu (tak, kolor teczki na dokumenty też ma znaczenie!), nie decydujesz się na dziecko (chcesz, aby miało to, co najlepsze), nie piszesz magisterki (musisz mieć w domu wszystkie materiały i wtedy zaczniesz!). Czego jeszcze nie robisz, bo wciąż planujesz?






Dawno, dawno temu (bo w 1927 roku) w wiedeńskiej restauracji siedziała Bluma Zeigarnik - rosyjska psycholog. Zamiast bezmyślnego czekania na zamówione danie, obserwowała kelnerów, którzy kręcili się po sali. Śledziła każdy ich krok, zastanawiała się, a nawet zadawała im pytania. Co z tego? Dzięki tym natrętnym spojrzeniom kierowanym w stronę biednych kelnerów, Bluma stworzyła teorię efektu Zeigarnik. Zauważyła, że pracownicy restauracji doskonale pamiętali o niezrealizowanych zamówieniach (tak, wiem, że czeka pani na sałatkę grecką!), ale nie mogli sobie przypomnieć tego, co już udało się podać klientom. Fascynujące - to doskonały pomysł na walkę z prokrastynacją!

Co?

Według badań ponad 90% osób, które zaczynają wykonywanie pewnego zadania, odczuwa silny przymus dokończenia go. To dlatego nie możemy oderwać się od serialu, trylogii czy filmów, które muszą mieć dalszy ciąg. Ten przymus odczuwany jest różnie, ale często doprowadza do skutecznej realizacji planów.

Jak to wykorzystać?

Skończ z tym drobiazgowym planowaniem każdego swojego ruchu - zamiast tego wstań sprzed komputera i zajmij się swoimi sprawami. Tak, zacznij prasować tę stertę ciuchów, wyślij maile, zacznij pisać, sprzątać, ćwiczyć. Zacznij. Teraz. Cokolwiek. Uwależnisz się i poczujesz, że musisz to doprowadzić do końca. Niedokończone zadanie będzie wciąż wracać do Twoich myśli, przypominać o sobie, będzie Cię dręczyć - tylko dlatego, bo zrobiłeś pierwszy krok, zaangażowałeś się. 

Dlatego zacznij - cokolwiek to będzie, do czegokolwiek Cię doprowadzi. 






wtorek, 6 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

31 zdań, które warto mówić w swoim życiu



Część z nas zważa na słowa - naprawdę! Mimo tego, że wokół nas aż roi się od osób, które uwielbiają posyłać swoje negatywne emocje tak daleko, jak tylko się da, część z nas zastanawia się nad tym, co ma powiedzieć. Czy warto się chwalić sukcesami? Czy mówienie przepraszam pokazuje słabość? Czy docenianie innych oznacza kompleksy i zazdrość? 

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam 31 zdań, które warto często mówić w swoim życiu. Ich wpływ można zauważyć bardzo szybko - rzeczy wypowiadane przez nas głośno trafiają nie tylko do ludzi, którzy je słyszą, ale i zmieniają nasze postrzeganie świata. Jeśli zatem codziennie słyszysz od siebie, jak jesteś brzydki/głupi/beznadziejny/śmieszny, spodziewaj się, że rzeczywiście będziesz brzydki/głupi/beznadziejny/śmieszny. Przynajmniej w swoich oczach.


31 zdań, które warto mówić w swoim życiu. 

1. Jesteś wpaniały.
Co się stanie, gdy powiesz komuś (nawet obcemu) coś miłego? Czy odwórcenie całej uwagi z Ciebie na kogoś innego sprawi, że Twoje negatywne cechy wyjdą na jaw? Czy mówienie komplementów od razu musi oznaczać, że Ty sam nie doceniasz siebie.
Wręcz przeciwnie. Podkreślając dobre cechy drugiej osoby, pokazujesz swoją wysoką samoocenę i pozytywne nastawienie do innych. A krytykowanie i mówienie przykrości działa odwrotnie. I prawie każdy to wie!
2. Wyglądam świetnie!
Jak to jest doceniać siebie? Spoglądać na swoje zdjęcie/odbicie w lustrze z zadowoleniem? Nie wiesz tego? Natychmiast to zmień i zacznij od słów - mów do siebie codziennie, unikaj wszelkich negatywnych myśli, przekonaj siebie, że naprawdę jest dobrze.
3. Przepraszam.
Szczere przyznanie się do winy jest podstawą pozytywnej zmiany. Dostrzeganie "stref rozwoju" to pierwszy krok. Drugi - praca nad nimi.
4. Dałem z siebie wszystko.
Coraz więcej osób dąży do perfekcjonizmu zamiast cieszenia się kolejnymi (mniejszymi i większymi) osiągnięciami. Zamiast tego zacznij zauważać przede wszystkim wysiłek, jaki włożyłeś w wykonanie zadania.
5. Jestem szczęściarzem.
Czy uważasz, że tylko szczęściarze osiągają wszystkie swoje cele? Ja tak uważam i odkąd tak myślę o sobie, rzeczywiście więcej realizuję i bardziej intensywnie żyję. Może spróbujesz?
6. Zobacz, jak daleko zaszliśmy.
Chwile zwątpienia mogą nadejść w każdym momencie - i złapać nie tylko Ciebie, ale i osoby, z którymi współpracujesz. Zamiast smętnego marudzenia nad potencjalnymi problemami, spójrz wstecz i zauwaz, jak wiele udało Ci się osiągnąć do tej pory. Zainspiruj się tym i działaj.
7. Potrzebujesz pomocy?
Bez względu na to, jak często słyszysz, że prawdziwa praca "się ceni", jak jesteś zapracowany czy zajęty, bądź otwarty na pomoc innym ludziom. Pomyśl egoistycznie - dzięki temu możesz się zainspirować, poczuć czyjąś energię i rozwinąć skrzydła. Może warto?
8. Dzisiejszy dzień był świetny.
Pozytywne podsumowania - mówione głośno i wyraźnie - zmieniają nasze patrzenie na świat. Jeśli skupisz się na tym, co było dobre, możesz spodziewać się, że kolejny dzień będzie niósł ze sobą więcej miłych niespodzianek i doskonałych skutków swoich działań. Staraj się przekonywać siebie i innych, że Twoje życie jest wspaniałe. Dlaczego? Bo jest Twoje - nie mam lepszego argumentu.
9. Trzymam za ciebie kciuki.
Wyrażanie wsparcia (=mówienie o tym) może sprawić, że nie tylko wspomożesz kogoś dobrym słowem, ale i zadziałasz na siebie. Kiedy rozsyłasz wokół pozytywne emocje, trafiają one także do Ciebie - z prędkością światła dopadnie Cię pozytywne nastawienie do świata.
10. Porozmawiajmy.
Otwieranie się na rozmowę, inny tok myślenia, zupełnie inne pomysły na życie lub po prostu inne wyzwania może być świetną rozwojową sytuacją. Pozwól sobie na posłuchanie o czyimś życiu, nie oceniaj, dopytuj i spraw, aby druga osoba mogła pokazać swoje wnętrze. Co Ci to da? Wyjście z własnego świata i poznanie innych.
11. Stop.
Możesz powiedzieć "stop" marudzeniu, unikaniu rozmowy, smutkowi, niezadowoleniu, tzw. krytyce, sztuczności, nieszczerości, rozmowie. Cokolwiek aktualnie nie buduje Twojego nastroju, a go niszczy - nie musi być przez Ciebie akceptowane.
12. Zapracowałem na to.
Nigdy więcej nie mów "udało mi się" - nic Ci się nie udaje. Pracujesz nad tym, działasz i angażujesz się. Jeśli Ty nie będziesz tego doceniać, inni nawet tego nie zauważą.
13. Dobrze być w domu.
Stwórz choć jedno miejsce, do którego chcesz wracać - dom może być wszędzie tam, gdzie jesteś Ty, pod warunkiem, że zadbasz o niego. Wykreuj takie miejsce (pokój, kącik, dom, wieżowiec, miasto), które przyniesie Ci ukojenie, pozwoli na relaks i będzie bezpieczną przystanią.
14. Kocham Cię.
Często, każdemu kogo kochasz.
15. Zjedzmy obiad poza domem.
Korzystaj z natury tak często, jak się da. Zjadaj obiady na balkonie, zrób kolację i wyjdź w plener, zorganizuj piknik, wyjdź na lunch do parku. Bliski konrakt ze światem "poza domem" i "poza pracą" pozwoli Ci na chwilę oddechu i ochroni Cię przed tymi wszystkimi myślami pt. "Najlepsze lata spędzam w murach".
16. Gratuluję!
Możesz doceniać nie tylko wygląd i cechy innych, ale i ich osiągnięcia. Pozwól sobie na wysłanie kartki z gratulacjami, zadzwoń, napisz smsa, wyślij maila, zrób cokolwiek, co wywoła uśmiech na twarzy Twojej bliskiej (lub dalszej!) osobie. Pamiętaj, jeśli niektóre wydarzenia z życia tego człowieka nie wydają się Tobie ważne, dla niego mogą być przełomowe.
17. Nie ma problemu.
Mam dość szukania problemów wszędzie, gdzie się da. Dokuczania, marudzenia, niezadowolenia. Proszę, zmień ten okropny trend i stań się bezproblemową osobą. Kiedy sprzedawca w sklepie ma problem z wydaniem Ci pieniędzy, proszę, nie wzdychaj i nie przewracaj oczami. Świat Ci się nie zawali za 20 sekund. Nie wściekaj się na ludzi w korkach (wiesz, że oni Cię nie słyszą?). Nie denerwuj się, gdy kolejka u dentysty się przedłuża (trzeba było wziąć ze sobą jakąś książkę, a nie zatruwać atmosfery). Pamiętaj - jeśli Ty widzisz problem, inni ten problem oddadzą Tobie. Wkrótce.
18. Zastanowię się.
Daj sobie czas na przemyślenie ważnych (i tych mniej) decyzji. Nie musisz podejmować ich od razu.
19. Możesz mi pomóc?
Dasz sobie pomóc?
20. Tak.
I czy zgodzisz się na coś, czy znów odmówisz. W obawie przed... no właśnie przed czym? Przed spełnionymi marzeniami?
21. Wytłumacz mi.
Nie tylko Ty musisz być ekspertem - pozwól innym na wyjaśnienie Ci pewnych rzeczy, zasugerowanie czegoś czy nawet wyręczenie. Jeśli zdecydujesz się na wysłuchanie czyich słów pomocy, masz dużą szansę na wyjście poza własne schematy, inspirację i rozwój.
22. Dzisiaj dam z siebie wszystko.
Nawet jeśli dałeś z siebie wszystko (4), zawsze możesz podjąć decyzję, że dziś też to zrobisz. Każdy dzień zależy od Ciebie. Pozwalasz sobie na 100% zaangażowania czy może będziesz działał na pół gwizdka?
23. Zaryzykuję!
Jeśli chcesz zmian - tych najbardziej inspirujących - powinieneś poszukać rozwiązań, które te zmiany Ci zapewnią. Często takie działania wiążą się z ryzykiem - tak, musisz zacząć robić coś innego niż do tej pory. 
24. Nie ma pośpiechu!
Moja mama mówi, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. Podoba mi się to hasło i często sobie je przypominam, gdy znów chcę nadać tempa wszystkiemu. A czy naprawdę tak trzeba biec? Do tramwaju, przez ulicę, na śniadanie, na spacer, na randkę, do banku?
25. Znajdziemy rozwiązanie.
Twoje wsparcie, kilka dobrych słów i wiara w drugiego człowieka to świetna opcja - wpływasz na siebie, ale i na życie kogoś innego. Oprócz wspierania bądź otwarty na wspólne poszukiwanie rozwiązań - może to właśnie Ty jesteś tą osobą, która zmieni wszystko?
26. Pamiętasz, gdy...
Co powiesz na wspominanie pięknych chwil? 
27. Potrzebujesz chwili samotności?
Każdy z nas potrzebuje oddechu, braku rozmów, chwili tylko z samym sobą.
28. Potrzebuję chwili samotności.
Tak, Ty też.
29. Chcę spróbować.
Potrzebuję spróbować! Nawet jeśli się boję, nie jestem pewny, zastanawiam się. 
30. Ty zdecyduj.
Czasem ktoś inny może mieć ostatnie słowo!
31. To moje szczęśliwe miejsce.
Możesz nie zgadzać się na to, aby ktoś inny rozsiewał złe emocje w Twoim domu, pokoju. Powalcz o swoje szczęśliwe miejsce.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

W tym pięknym miejscu się spotkamy we wrześniu! | BAM - Bloggers and Authors Meet up - blogujące mamy



Blogujące mamy (i tato!)! Mam świetne informacje - 28 września spotkamy się podczas BAM - Bloggers and Authors Meet up - blogujące mamy w jednym z najbardziej inspirujących miejsc w Krakowie. Na spotkanie blogujących mam zaprasza nas Famiga - to tam można przyjść z maluszkiem, skorzystać z szerokiej oferty warsztatów (też dla dorosłych), odpocząć i zrelaksować się w pięknym otoczeniu. 


Już we wrześniu będziemy mieli okazję porozmawiać o blogowaniu, skorzystać z dwóch szkoleń, dzięki którym rozwiniemy swoje blogowe możliwości, a także spędzimy 2 godziny wymieniając się doświadczeniami, nawiązując kontakty i współprace. W tym czasie Wasze maluszki będą pod opieką niań i animatorek (czyli zakładam, że będą świetnie się bawić) :-)


Więcej informacji wkrótce na facebooku, a tymczasem spójrzcie na zdjęcia z mojej wczorajszej wizyty w Famidze!














sobota, 3 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

30-dniowe wyzwanie: własne portrety



Wczoraj rozpoczęłam mój mały, bardzo osobisty projekt. Cel 68: 30-dniowe wyzwanie: własne portrety. Kiedy zobaczyłam u mojej ulubionej blogerki identyczne wyzwanie, pomyślałam, że coś jest na rzeczy. Obserwowałam od dawna jest własne zdjęcia - piękne, inspirujące i dokumentujące jej życie. Teraz, kiedy to ja najczęściej fotografuję, zatęskniłam za uwiecznianiem siebie. Dołączysz do mnie?

Własne portrety - po co Ci to?

Bez względu na to, czy jesteś artystą czy nie, skupienie na sobie i skierowanie się na tym, aby w interesujący sposób przedstawić siebie na zdjęciach, może przynieść Ci kilka rozwojowych skutków. Zbiór własnych portretów może być nie tylko okazją do pokazania świetnego t-shirta czy genialnego makijażu. To też zapis emocji, problemów, radości, nadziei i nastrojów. Robisz sobie zdjęcie i uwieczniasz to, jakim człowiekiem w danej chwili jesteś. Tak, wiem, możesz udawać. Jeśli jednak postanowisz zrobić zdjęcie prawdziwemu sobie, otwierasz sobie drogę do poznania nieodkrytych wcześniej części swojej osobowości. W jaki sposób? Skupienie na tym, jak danego dnia się czujesz i na tym, co dzieje się w Twoim życiu, emocjach i myślach, sprawia, że zaczynasz zauważać własną perspektywę. Masz okazję do porównania swojego spojrzenia na świat z opinią innych osób. A oprócz tego codzienna nauka fotografii :-)

Tak możesz wykorzystać swoje zdjęcia




Dołączysz? :)


piątek, 2 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Things to be grateful for (July) | Książki miesiąca | Lipiec 2013




Ciasny tydzień, ciasny lipiec - skończone! Za mną najbardziej wymagający czas w tym roku. Na szczęście pomimo tego jak wiele pracy i pomysłów miałam na głowie, postanowiłam sobie, że w lipcu nie będę odkładać przyjemności na bok. Oto moje książki lipca. Czytaliście?

Czas. 52 sposoby na to, by pracował za Ciebie David Allen 

Uwielbiam Allena i choć jego Getting Things Done znam niemal na pamięć, znów zatopiłam się w jego słowach. Czy chodzi tylko o zarządzanie czasem lub kontrolowanie czasu? Nie sądzę. David Allen pokazuje, w jaki sposób każdy z nas, bez względu na ilość pieniędzy na koncie, przeszłości czy miejsca zamieszkania, może zrealizować swoje życiowe plany. A nawet te najbardziej rozszalałe plany. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały i opisuje aż 52 sposoby na usprawnienie swojej relacji z czasem. Mój ulubiony? Numer 19. Najlepiej oznacza lepiej niż dobrze.

Istnieje pewien prosty sposób na to, by stać się niezniszczalnym: we wszystkim, co robimy, od razu dawać z siebie wszystko.
David Allen

Ten, kto osiągnął mistrzostwo w sztuce życia, nie musi znać różnic między pracą a zabawą, czasem wolnym, a czasem pracy, umysłem a ciałem, informacjami a rekreacją, miłością a religią... Realizuje on swoją wizję doskonałości we wszystkim, co robi, skazując innych na zgadywanie, czy pracuje, czy się bawi. W jego mniemaniu robi jedno i drugie.
James Michener

Najlepszym i najskuteczniejszym sposobem na pracę jest uzyskanie nad nią panowania, a nie niewolniczy do niej stosunek.
David Allen

Zrób wszystko, co możesz, aby wrócić do stanu, w którym dzwonek telefonu lub dzwonek do drzwi wywoływały euforię.
David Allen

Sytuacja jest jednoznaczna: trzeba działać lub nie.
David Allen

Tysiące ludzi ma talent. Równie dobrze mogę Ci pogratulować, że masz oczy i widzisz. Tak naprawdę liczy się bowiem tylko to, czy jesteś wytwały.
Noel Coward


50 twarzy Greya, Ciemniejsza strona Greya, Nowe oblicze Greya E L James

Kiedy jakiś czas temu przyznałam się na faceboku, że kupiłam pierwszą część trylogii James, dostałam kilkanaście maili od oburzonych czytelników bloga. Jak mogę promować TAKIE książki. Zaskoczyło mnie to - co w tych książkach jest takiego złego?! Zaczęłam czytać 50 twarzy Greya w poniedziałek, skończyłam we czwartek. Kupiłam Ciemniejszą stronę Greya w piątek rano, skończyłam czytać we wtorek o 4:00. Spacer do księgarni, kupione Nowe oblicze Greya i przeczytane w piątek popołudniu. Dawno nie czytałam tak wciągających książek. 

Kochany, oburzony czytelniku LSA. Czytam, kocham to i sięgam nie tylko po poważne, mądre czy właściwe książki. Działoby się tak, gdyby czytanie nie było moją pasją - otwierałabym książki tylko dlatego, bo powinnam się czegoś nauczyć, wypada coś przeczytać raz na rok lub trzeba pochwalić się przed znajomymi rozwijającymi lekturami. Mam troszkę inaczej - kiedy byłam małym dzieckiem, mój tata czytał mi każdego dnia i zawsze kończył tym samym zdaniem Jeśli chcesz podróżować, wystarczy otworzyć książkę - tam znajdziesz cały świat. I znajduję. W lipcu byłam w Seattle, przyglądałam się trudnemu mężczyźnie, któremu przeszłość zamykała drzwi do szczęścia. Oglądałam przemianę, rezygnację z niepokojącego stylu życia, zaczęłam się nim zachwycać i współczuć. Zastanawiałam się też, na ile skrzywdzi swoją ukochaną, a w jakim stopniu uda jej się zmienić jego życie. Zmieniła - uwielbiam takie historie, pozbawione cukierkowego podejścia do życia, mroczne, brutalne. Płytkie książki o Greyu? Cóż, jeśli zauważamy tylko erotykę w nich, to pewnie płytkie.


Blondynka na Zanzibarze Beata Pawlikowska

Kilka tygodni temu okazało się, że moje wielkie podróżowanie jest bardzo realne. Listopad i Nowy Jork, Buenos Aires i Miami - spełnienie marzeń. Kiedy M. pokazał mi bilety lotnicze z nazwami miejsc, które już dawno temu wpisałam na listę podróży życia, nieśmiale sięgnęłam po małą książeczkę Blondynka na Zanzibarze. Czy to możliwe? Czy jest szansa na to, abym zobaczyła na własne oczy te piękne plaże, Drogę Tysiąca Drzew Mango, spróbowała wali wa nazi i powiedziała wieczorem do mojej córeczki lala salama (tak, jak nakazuje moja tradycja - mówić dobranoc w języku miejsca, w którym się jest)? Kiedy podejmujemy jakieś działania, okazuje się szybko, że coraz bardziej ambitne plany są do zrealizowania. A Beata Pawlikowska sprawia, że te wszystkie wymarzone miejsca mają jeszcze większe znaczenie dla mnie.

Uśmiechnęłam się. Przypomniał mi się mail, którego dostałam kilka tygodni wcześniej od Magdy. Najpierw napisała, czego nie lubi i nie ma w swoim życiu, a na koniec dodała: chciałabym mieć takie zajebiste życie jak Ty - tyle podróżować i mieć talent.
Wtedy też się uśmiechnęłam i napisałam jej: wiesz, zajebiste życie to tylko kwestia zajebistego myślenia.
Beata Pawlikowska



O tak!
czwartek, 1 sierpnia 2013
Napisała Edyta Zając

Technologia Blogger.

Translate this!

Mój blog na temat odchudzania:
eporady

Zapisz się do newslettera

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner

- Copyright © Life Skills Academy -Metrominimalist- Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -