Napisała : Edyta Zając czwartek, 8 sierpnia 2013



*

Prawdopodobnie chociaż raz w życiu zakładałeś, że wszystko, co robisz, może się nie udać. Pójdzie źle, doprowadzi Cię do kłopotów i zamknie Ci drzwi do sukcesu. Zamknie Ci też okna i zablokuje każdą ścieżkę. Jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie. 

Prawdopodobnie kilka razy w życiu przygotowywałeś się na najgorsze, nawet jeśli nie było to koniecznie. Działałeś, ale mimo to przygotowywałeś plan B. Nie ufałeś w niezwykły zbieg fantastycznych okoliczności. O nie. Jeśli coś nie może pójść źle, to z pewnością pójdzie.

Wyobraź sobie teraz, że w Twoim życiu nie ma miejsca na cokolwiek, co złe. Zakładasz, że wszystko, co robisz, działa na Twoją korzyść, przybliża Cię do sukcesu i zapewnia Ci zrealizowane marzenia i szalone cele. Żyjesz na maksymalnych obrotach i z pewnością nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Rozsadza Cię energia, a kolejne cele pompują Twoje samozadowolenie. 
Gdybyś kiedykolwiek skusił się na takie nastawienie, musiałbyś liczyć się z kilkoma ważnymi tego skutkami:

- doszedłbyś dokładnie tam, gdzie marzysz – przekonanie o własnej sile i sensie tego, co się robi działa jak magiczna różdżka. Jeśli zatem uznałbyś, że kończysz z czarnowidztwem i zaczynasz z niezachwianą wiarą w siebie, musiałbyś przygotować się na to, że każde marzenie, które w sobie kryjesz, w końcu się spełni. Każde, bez wyjątku. Jeśli wyobrażasz siebie jako gwiazdę telewizji, stajesz się nią. Jeśli chcesz rodziny, domu na wsi i spokojnych wieczorów na werandzie – osiągasz to. Jeśli chcesz bogactwa i podróży – poznajesz cały świat i niczego sobie nie odmawiasz. Jesteś tam, gdzie widziałeś siebie w swoich snach. 

Jak to się dzieje? W najprostszy ze sposobów. Osoba, która zapomina o myślach o porażce, realizuje cele w bardziej skuteczny sposób. Jeśli istnieje dla niej jedynie pozytywny skutek wykonywanych działań, robi wszystko, co się da, aby doprowadzić do sukcesu. Nie wycofuje się, dąży, pracuje i angażuje się.

- nie traciłbyś czasu – jeśli nastawiłbyś się na fantastyczne skutki swoich działań, w pewnym momencie (w całkiem naturalny sposób!) zacząłbyś wykorzystywać każdą chwilę na realizację planu. To prawie magia – wyobraź sobie: WIESZ, że wszystko, co wprawisz w ruch, zadziała na Twoją korzyść. WIESZ, że jesteś skuteczny. WIESZ, że nawet drobne zadania są częścią większego planu. Z jakiego zatem powodu miałbyś rezygnować z ich realizacji? Po co odkładać coś na wieczne jutro, jeśli każdy Twój czyn jest sensowny?

Różne, negatywne wizje swojego życia i brak wiary we własną moc mogą skłaniać do prokrastynacji, lenistwa i ciągłego tłumaczenia się ze stosu spraw niezałatwionych. Jeśli zakładam najgorsze – po co się męczyć. Jeśli uważam, że mimo moich starań, wszystko może doprowadzić do katastrofalnej porażki – może rzeczywiście nie ma sensu się wysilać. Lepiej obdwiniać okoliczności.

- przestałbyś szukać wrogów i myśleć „co ludzie powiedzą” – myślisz, że ludzie będący na szczycie (Ci szczęśliwi!) wciąż zadręczają się opiniami innych? Myślę, że nie. Gdybyś miał ochotę na sukces, musiałbyś również zapomnieć o porównywaniu się do innych i zabieganiu o sympatię każdego. Z pewnością też byłbyś zobowiązany do zapomnienia o wrogach. Bez względu na to, ile negatywnych słów usłyszałeś, musiałbyś uzbroić się w cierpliwość i nabrać dystansu. 


Marzenia o spełnieniu nie są tylko mżonką i zależą od Ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś zaprogramowanym, odpornym na zmianę robotem – sukces wynika z Twoich działań, przekonań, myśli i tego, co sam sobie przekazujesz. Jeśli będziesz wciąż zakładać najgorsze – zdarzy się najgorsze. Przyciągasz to. Od Twojej inicjatywy i samozaparcia zależy to, czy Twoje życie będzie pasmem sukcesów czy raczej historią powtarzających się błędów i porażek. Jeśli zatem zdecydowałbyś się na zmianę sposobu myślenia, musiałbyś zrobić wiele rzeczy w kierunku sukcesu:

- zamiast wmawiania sobie, że wszystko może pójść źle, przekonujesz sam siebie, że wszystko może pójść doskonale. Tak, musiałbyś każdego dnia walczyć ze swoimi negatywnymi myślami. Na początku byłoby to trudne – nawyk negatywnego myślenia jest jak nałóg – pojawia się za każdym razem, gdy coś ważnego może się wydarzyć w naszym życiu. Musiałbyś zastępować złe myśli dobrymi, wyrzucić ze swojego słownictwa „i tak się nie uda”, „nie dam rady”, „sukces nie jest mi pisany”. Co więcej – zamiast narzekania, Twoim obowiązkiem byłoby dostrzeganie lepszych stron rzeczywistości. Nie miałbyś prawa do mówienia źle o sobie, o swojej przyszłości i możliwościach. Walka trwałaby do chwili, aż uwierzyłbyś, że jeśli coś ma pójść źle, pójdzie dobrze. I – jeśli coś ma pójść dobrze, wyjdzie doskonale. Myślisz, że byłbyś w stanie się na to skusić?

- żadnego planu B – to krok podstawowy. Jeśli zatem byłbyś skłonny uwierzyć w to, że odtąd w Twoim życiu będą się dziać jedynie te dobre rzeczy, musiałbyś zaufać sobie w stu procentach. A wiara tego typu oznacza odwagę. Zamiast wymyślania setek rozwiązań „na zaś”, dajesz z siebie wszystko. Dlaczego? Brak alternatywnych rozwiązań oznacza Twoją prawdziwą wiarę w sukces. Zastanów się: z jakiego powodu miałbyś tracić energię na wymyślanie ich, jeśli wiesz, że aktualny plan jest idealny?

- koniec z szukaniem winnych – każda (nawet wielka!) porażka może być pierwszym i najważniejszym krokiem w stronę sukcesu. To, jak ją będziesz oceniał zależy od Ciebie. Jeśli uznałbyś, że od dziś wierzysz w dobre skutki każdej minuty Twojego życia, musiałbyś pozbyć się tendencji do poszukiwania winnych. Najczęściej zakładamy, że porażka wynika z ingerencji okropnego świata. Żyjesz w takim, a nie innym kraju. Masz takie i takie możliwości. A właściwie – nie masz żadnych możliwości – tak straszne jest Twoje życie. Myślałeś tak choć raz? Czy choć raz stawiałeś sam siebie na pozycji ofiary i cierpiętnika? Jeśli chociaż raz w życiu Ci się to zdarzyło – nie możesz tego powtórzyć. Nie jesteś ofiarą, a kreatorem.


Gdybym sama uznała, że skutek wszystkich moich działań to sukces, zaczęłabym zmieniać swoją rzeczywistość już teraz. Najpierw dokonałabym najważniejszego wyboru: między totalną, poważną wiarą w siebie, a dramatycznym usprawiedliwianiem niepowodzeń. Dziś zadbałabym bardziej o siebie i własne samopoczucie. Kilka godzin lub kilkanaście minut tylko dla mnie. Stworzyłabym odważny plan na najbliższe miesiące – może nawet lata. I zreazlizowałabym go. Bez żadnych wątpliwości.



* bardzo inspirujący mnie plakat nad naszym żółtym stołem

[ 11 komentarze... przeczytaj i skomentuj ]

  1. Wszystko będzie dobrze;) kolejny sukces, ten wrzesniowy jest juz blisko :)!
    A ostatnie zdanie biore sobie głęboko do serca, nawiązując do naszej dzisiejszej rozmowy:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno trzeba robić swoje i nie patrzeć na to 'co ludzie powiedzą', bo oni próbują nas tylko ściągnąć w dół, żebyśmy partycypowali w ich niepowodzeniach lub też ponosili jeszcze większe porażki od nich.
    Jednak myślę, że opcja 'Plan B' nie jest taka durna.Rzadko kiedy każdy z nas idzie jedną drogą, nie myśląc o innych wariantach. Wydaje mi się, że ludzie będący na szczycie również planują różne warianty, dzięki temu nie spotykają ich przykre niespodzianki.

    Bardzo mądra wzmianka o poszukiwaniu winy wszędzie, tylko nie w sobie.Porażka to nie koniec świata, tylko LEKCJA, z której trzeba wyciągnąć WNIOSEK.Gdyby nie one(porażki i wnioski), nie byłoby jakiegokolwiek postępu.
    I najważniejsze, żeby przyciągać do siebie wszystkie wspaniałe myśli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Artur, u mnie myślenie w kategoriach "nie ma planu B" wyzwala wiele kreatywnych mysli i rozwiązań. Mam poczucie, że nie ma innego wyjścia i rzeczywiście działam. Stosowanie planu b jest dla mnie wyrazem niedostatecznej wiary w cel - bo przecież może się nie udać. Dlatego zamiast straty energii na zastanawianie się, co "gdyby", działam :)

      Dzięki za komentarz - chyba Twój pierwszy chyba ;)

      Usuń
  3. Jest jeszcze jeden aspekt brania pod uwagę najgorszych scenariuszy: niepotrzebny stres. Bo wbrew temu co piszesz w moim życiu zazwyczaj wszystko idzie tak jak powinno, mimo że moja wyobraźnia zawsze produkuje najgorsze scenariusze. I ostatecznie jest tak, że to co miało wyjść-wyszło. I całe te nerwy były zupełnie bez sensu i psuły dni, które mogłabym spędzić pełniej, lepiej i przyjemniej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W skrócie: myśl pozytywnie. Wtedy wszystko się spełni. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając Twój post myślałam sobie o moich planach na kolejny rok! Bardziej realne niż teraz nigdy mi się nie wydawały! Odkryłam w sobie pewność, że się spełnią, w końcu tego właśnie chcę, więc czemu miało by mi się nie udać?! Dziękuję! Jak zawsze mnie inspirujesz :) Chętnie tutaj wracam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo przyjemny sposób myślenia, ale - albo naiwny, albo całkowicie egocentryczny. Bo co zrobić, na przykład, kiedy jesteśmy we dwoje i nagle okazuje się, że awans naszej drugiej połówki (w końcu to sukces, prawda?) wymaga wyjazdu daleko i na długo? Wyjeżdżamy razem, chociaż wymaga to zmiany naszych własnych planów? Rozstajemy się, bo te indywidualne plany zawodowe są ważniejsze, niż związek? Próbujemy żyć razem, ale osobno? A jeśli do tego mamy dzieci, to co wtedy?
    A to jest, teoretycznie, sytuacja spowodowana zmianą korzystną. A przecież w życiu zdarzają się i niespodzianki znacznie gorsze. Na przykład: poważna, przewlekła choroba kogoś bliskiego. I nagle przybywa nam obowiązków, których wcześniej w ogóle nie brałyśmy pod uwagę. Do tego jeszcze strach, niepewność... I co wtedy? Nadal nie tworzymy sobie żadnego planu B?
    Pozdrawiam
    Rubia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rubia, dzięki za komentarz.
      Choć z Twojej perspektywy to egocentryczne lub naiwne podejście, dla mnie oznacza coś innego. To raczej totalne zorientowanie na cel. Takie zorientowanie oznacza, że po podjęciu decyzji np. o zakładaniu firmy, postanawiam maksymalnie wierzyć w to i działać tylko na rzecz mojego planu. Gdy życie przynosi zmiany - np. dostaję propozycję wyjazdu za granicę (i to wiąże się z zamknięciem firmy), zastanawiam się, co da mi szczęście i podejmuję decyzję - ustalam nowy plan. A gdy ustalam go, realizuję go na 100%. Dlaczego? Bo podjęłam taką decyzję. Egocentryzm - niby dlaczego? Ja sama plany ustalam w odniesieniu do moich bliskich, a także w kontekście wspomagania innych,

      I nie mam planu B.

      E

      Usuń
  7. Czy czytałaś może Napoleona Hill? Bo dokładnie to co napisałaś wdrażam od czasu tej lektury w swoje życie i każdego dnia przekonuję się, że nie ma rzeczy niemożliwych.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne inspiracje

    OdpowiedzUsuń


Technologia Blogger.

Translate this!

Mój blog na temat odchudzania:
eporady

Zapisz się do newslettera

Enter your email address:

Delivered by FeedBurner

- Copyright © Life Skills Academy -Metrominimalist- Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -